Podczas majowego długiego weekendu wybraliśmy się na jedną z naszych ulubionych miejscówek enduro w Polsce – Enduro Trails w Bielsku-Białej. W czwartek, gdy miała być słoneczna pogoda zamierzaliśmy zrobić sesję foto z naszą zaprzyjaźnioną fotografką Ewą, a pozostałe dni skupić się na jeździe.

Mimo tego, że dojechaliśmy do Bielska-Białej w godzinach wieczornych to od razu przebraliśmy się i wskoczyliśmy na rowery. Nie ma to jak Daglezjowy + Twister po ciemku zwieńczonym chłodnym izotonikiem w kuflu na początek wyjazdu. W czwartek, na szczęście obudziło nas słońce, więc spakowaliśmy plecak foto i ruszyliśmy na trasę. Zaczęliśmy od słynnej RockNRolli, gdzie Ewa znalazła kilka kanadyjskich kadrów, a Rafał Wiśnia konsekwentnie pokazywał, dlaczego jest mistrzem Europy mastersów DH. Potem, szybko przenieśliśmy się na Cygana. Oczywiście, ktoś musiał przebić dętkę i oczywiście nikt nie zabrał zapasowej… Tak więc, jeden z nas powolnym tempem schodził z buta trasę z rowerem, a Wiśnia pożyczył rower od drugiej osoby, która na szczęście miała pedały pod takie same bloki. 

Piątek, upłynął nam na jeździe takimi klasykami jak RockNRolla i Stary Zielony, a dziewczyny katowały Twistera. Coraz większa ilość błota na naszych rowerach korelowała z coraz szerszymi uśmiechami. Wieczór z pizzą oraz kilkoma wyskokowymi napojami przy rynku skutecznie wyleczył nasze zakwasy.

W sobotę wcześnie wstaliśmy by pojechać na otwarcie wyciągu na Szyndzielnię. Po szybkim śniadaniu spakowaliśmy rowery do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Tym razem, jednak zawiodła nas słynna niemiecka motoryzacja, której owoc zgasł i już nie odpalił. Szybko przepchnęliśmy samochód do oddalonego o kilometr warsztatu, w którym to przecież w majówkę nie ma mechaników, więc wykonaliśmy ok. 50 telefonów do pozostałych bielskich serwisów i tak zapadła decyzja, że część ekipy zostaje do poniedziałku, gdy mechanicy wrócą, a Polska skończy grillować. Po tej małej igraszce losu, wyjęliśmy rowery i po drobnym asfaltowym podjeździe dojechaliśmy pod gondolę. Po raz pierwszy jechaliśmy Cyberniok, którego dolna część spływająca błotem sprawiła, że czuliśmy się jak Sam Hill w Champery (no może brakowało ścianek). Świetnie jechało się też Sahairę. Z kolei, na koniec dnia spotkaliśmy ekipę ze stolicy Polski i na pożegnanie Enduro Trails zrobiliśmy na RockNRoll’i pociąg godny Pendolino. Tu także nie obyło się bez przebitej dętki, ale na szczęście tym razem z zapasową w plecaku. Mimo tego, sprawiło to, że zjeżdżaliśmy DH+ prawie w ciemnościach. Może nie był to najszybszy, ani najbardziej płynny zjazd, ale za to na pewno jeden z największą dawką frajdy.

Niedziela, to już dzień powrotów do domu w majówkowych korkach, ale z wielkim uśmiechem, dobrymi wspomnieniami i udanymi fotami zrobionymi przez Ewę. Chcielibyśmy pozdrowić warszawską ekipę oraz podziękować ekipie Enduro Trails za kawał świetnej roboty. Jeździć po waszych trasach to zawsze przyjemność, dzięki wielkie!